#matkanapetardzie4: historia Moniki pomponiary, która zrobiła 2 kroki w tył, by pójść do przodu.

Historia matki rodzicielki PomPomCap, udowadnia, że czasem jeden krok w tył to dwa kroki w przód! Droga Moniki do sukcesu była kręta, ale ona zawsze wierzyła, że jest w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Dziś

Historia matki rodzicielki PomPomCap, udowadnia, że czasem jeden krok w tył to dwa kroki w przód! Droga Moniki do sukcesu była kręta, ale ona zawsze wierzyła, że jest w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Dziś odpowiemy sobie na pytanie, czy samo dążenie do celu może dać poczucie spełnienia?

Cześć jak czapka! Co było pierwsze: pompon czy czapka?

Dobrze, że odpowiemy sobie na to pytanie teraz, to za kilkaset lat nie będą mieli tego problemu 🤣. Zdecydowanie czapka! A dokładnie potrzeba czapki. Nie pstrokatej, nie z minionkami, nie z autami. Mój syn Natan miał wtedy rok. To był czas, kiedy w Polsce zaczęły rozwijać się blogi, Instagram, Pinterest. Powstawały pierwsze firmy z odjechanymi ubraniami dla dzieci (np. Pocopato) czy sklepy internetowe, które sprzedawały u nas zagraniczne marki. Na urlopie macierzyńskim przekopywałam internet w tej tematyce. Gdy przyszło lato, trzeba było ochronić głowę przed słońcem. Pomyślałam, że skoro nic mi się nie podoba, to sama zrobię czapkę dziecku. Ja mam tak, że gdy wpadnę na jakiś pomysł to działam szybko. W ogóle nie zastanawiam się nad realizacją i nie szukam problemów. 🙈

Ten prototyp odbiegał od czapek, które teraz oferujesz?

Pierwsze 4 czapki zrobiłam wyłącznie dla Natana i nie miałam zamiaru ich sprzedawać. Grafiki na czapki zrobiłam sama, pierwsze pompony zrobiła mi mama i wysłała do Warszawy pocztą z Białegostoku. 😄 Na początku skorzystałam z gotowych czapek, jakie oferowała szwalnia.

Ha! Dlatego właśnie zadałam to pierwsze pytanie w stylu „jajko czy kura”.😃

Dokładnie! Pompon był od początku integralną częścią pomysłu, ale to potrzeba czapki, a nie pomponu pchnęła mnie do działania. W sumie dopiero od zeszłego roku mamy w sklepie modele bez pompona. 🙂

Dlaczego akurat pompon przy czapce z daszkiem?

Przeglądając Pinteresta, widziałam maluchy w czapkach z daszkiem z pomponem. Miały wg mnie jedną wadę – były zabudowane, bez siatki, a pompon był futrzany. Uważam, że ten element pompona jest turbo słodki. 🙂

Zakładam, że na żywo wyglądała jeszcze leszcze lepiej, skoro zaczęłaś robić czapki nie tylko dla swoich dzieci?

To był 2015 rok. Pamiętam, że wrzuciłam zdjęcie syna na Facebooka. Wtedy Facebook rozsiewał posty po ludziach, których nie znałaś. Ktoś znajomy polubił zdjęcie, zobaczył to inny nieznajomy i poszło w świat! Dostałam kilka pytań, skąd taka czapka i wtedy domyślasz się co się stało. Pomyślałam, że mogę zrobić kilka sztuk dodatkowo skoro są zainteresowani. I ruszyła lawina! Zupełnie nie spodziewałam!🙈

Takie lawinowe polecanko musiało nieźle nakręcać Cię do działania! Wyrabiałaś się czasowo ze wszystkim?

To prawda to uczucie było inspirujące. Szczególnie, gdy dostawałam zdjęcia dzieci w zrobionych przeze mnie czapkach. W tamtym czasie przeprowadziłam się z Gdyni do Warszawy i pracowałam na Placu Zbawiciela w restauracji Charlotte. Byłam jeszcze na macierzyńskim, ale po prostu taka jestem, że nie lubię siedzieć w domu i zajmować się wyłącznie opieką nad dzieckiem.

Czyli gdzieś między Mazowszem a Pomorzem nieśmiale rozwijała się marka PomPomCap. Nie miałaś ochoty rzucić pracy w restauracji i poświęcić się w pełni swojej firmie?

No wtedy to bardziej żyłam na fali szczęścia, że robię coś swojego i moją intencją były zadowolone dzieci i mamy. 😃 Sprzedawałam na daWandzie jako Twórca i płaciłam prowizję za sprzedaż… Kto zaczynał na takich stronach – ten wie, jak to wygląda z zarobkiem. 😉

Poza tym prawda jest taka, że wszyscy dookoła mówili mi, że własna firma to ciężki kawałek chleba. Było też moje ulubione zdanie, mój hit: „w Polsce własny biznes się nie opłaca”!

Niestety bardzo często można spotkać się z takimi opiniami. Najczęściej snują je osoby, które nigdy działalności nie prowadziły…


Takie rady zawsze najchętniej dają osoby, które nie miały z tym nic wspólnego. Ach! I inwestycje, inwestowanie, kredyty na rozwój są według tych samych osób największym złem. Przez całe dzieciństwo słyszałam: „lepiej siedź cicho, jak jest dobrze, ciesz się tym, co masz”.

Podejście typowe dla moich rodziców, którzy przez całe życie pracowali w jednej firmie na etacie. Nie potrafią też zrozumieć, że praca może być równocześnie pasją.

To pokolenie bardzo boi się ryzyka. Najgorsze jest to, że przez 5 lat prowadzenia firmy najmniej wsparcia miałam od rodziny. I właśnie przez to, że wg nich jedyną słuszną drogą jest etat. Od mamy usłyszałam kilka dni temu parę „motywujących” słów. Zadzwoniłam „zajarana”, żeby pochwalić się, że jedziemy kupić maszynę, a mama powiedziała, że „jestem nienormalna”.🙈

Mam nadzieję, że jednak są wokół Ciebie osoby, które wierzą w Twoje super moce? 🙂

Teraz skrzydeł dodaje mi Artur, mój partner, który ma umysł przedsiębiorcy. Jak ja! A z tymi partnerami po drodze też było nieciekawie, ale wreszcie trafiłam na kogoś, kto jest wulkanem kreatywności!

Czyli teraz możesz śmiało piąć się na szczyt, nie oglądając się na nikogo!

Tak. Wtedy, w Warszawie, dzięki złotym doradcom, zawiesiłam moje działania i poszłam do pracy w sklepie internetowym Mamissima.

Chciałam „nauczyć się fachu”. Tam zajmowałam się wszystkim, co robię teraz w mojej firmie: obsługa sklepu internetowego, wprowadzanie produktów, kontakt z klientem, wysyłka zamówień, pilnowanie dostaw. Nie musiałam tylko księgowości ogarniać.😃

Z perspektywy czasu, uważasz, że praca w sklepie internetowym miała coś wspólnego z prowadzeniem działalności?

Przede wszystkim tam wykonywałam obowiązki, które mi zlecano, a tutaj sama o sobie decyduję. Nauczyłam się organizacji pracy i sprawnej wysyłki zamówień. Własna działalność to dużo więcej obowiązków. Tam miałam gotowe produkty do sprzedania i wysyłki, a w PomPomCap część kreatywna również leży po mojej stronie.

Można powiedzieć, że tak naprawdę nic nie jest w stanie dać namiastki prowadzenia biznesu?

Zdecydowanie, można tylko przekonać się na własnej skórze. Jestem sama odpowiedzialna za mój los!

Jednak musisz przyznać, że mimo strachu o Ciebie, mama dorzuciła się do Twojego know- how. 🙂 W końcu to Ona nauczyła Cię robić pompony!

Mama już na początku nauczyła mnie pomponowania. 😉 Ha! Później robiłam lepsze od niej! Ja w ogóle na ich punkcie byłam zbzikowana. Jestem perfekcjonistką i do każdego jednego bardzo się przykładałam. Musiał być idealny, jak piłeczka. No i wiadomo, one zajmowały mi najwięcej czasu. Bardzo broniłam się przed zatrudnianiem kogoś. Dwa razy próbowałam, ale nikt nie był w stanie spełnić moich oczekiwań. Te próby odciążenia siebie tylko bardziej mnie frustrowały.

Czyli ta maszyna, którą się tak cieszyłaś to do pomponów właśnie?

Tak… Przyznam, że ja nawet w maszynę nie wierzyłam, że je zrobi dobrze. 🙈 Dłuuuuuugo broniłam się przed zakupem, ale w końcu do tego dojrzałam, poczułam moc z kosmosu, że to ten moment i kupiliśmy.

Uuuu… Inwestycja w czasach kryzysu i pandemii? Odważnie!


Haha, ja lubię pod prąd. Według mnie kryzys to stan umysłu. Teraz okazało się, jak to jest z tymi Przedsiębiorcami. Są ludzie, którzy prowadzą firmy już wiele lat, ale ciągle jadą na fali narzekania i zwalania niepowodzeń na wszystkich dookoła. A są też przedsiębiorcy przedsiębiorczy. 🙂

Dobrze uruchomić kreatywne myślenie i mieć otwarty umysł na zmiany. Nigdy żadnej zmiany nie traktowałam jako porażki, tylko jako możliwość doświadczenia czegoś ekscytującego.


Dokładnie, ja mówię to samo. Dla mnie zmiany są ekscytujące. Czasem myślę, że od tego uczucia jestem uzależniona. Od uczucia ekscytacji, jakie niesie zmiana. Kryzysy, jakie nas spotykają, są początkowo ciężkie. Ważne jest, żeby nie zawiesić się na przeżywaniu dramatu. Zaakceptować i iść, działać, bo radość życia bierze się z działania.

Przyznam, że kiedyś sądziłam, że mam słomiany zapał i dziwiłam się, że nawet mi się to podoba. Po latach uświadomiłam sobie, że to nie był wcale słomiany zapał, a poszukiwanie drogi w oparciu o doświadczenie.

O to-to! Niestety niektórzy ludzie tego nie zrozumieją. Milion razy słyszałam z politowaniem: „oto cała Ty”. Nie traktowano moich decyzji poważnie, bo często zmieniałam miejsce zamieszkania czy pracę.

Sugerowali, że brakuje Ci wytrwałości?

Tak. A ja akurat bardzo cenię u ludzi elastyczność z nutą spontaniczności. Dlatego cieszę się, że poznałam Artura. Pojawił się rok temu i dodał wiatru w moje skrzydła.

To ten facet, z którym umówiłaś się na spontaniczną kawę w Reykjaviku? 😉

Tak. 🤣 Artura poznałam dawno temu, ale widzieliśmy się może kilka razy. Trochę ponad rok temu przeprowadziłam się do Gdańska, a on w tym samym czasie wyleciał na Islandię. Artur wiedział, że prowadzę firmę, a on w tamtym czasie zaczął interesować się marketingiem i szukał kogoś, na kim mógłby testować swoje umiejętności. Zaczęliśmy gadać przez Messengera. Długimi godzinami. Po tygodniu zaprosił mnie na kawę do Reykjaviku, a ja przypomniałam sobie, że to było moje wielkie marzenie zobaczyć Islandię.
Wiem, że zupełnie się tego nie spodziewał. Nie sądził, że ktoś może być tak szalony. Kupiłam bilet na Islandię i poleciałam!

To szczęście, że Wasze drogi zeszły się w odpowiednim momencie! Dobrze, że teraz masz wsparcie nie tylko w firmie, ale i w rodzicielstwie. Na początku chyba nie było łatwo działać w pojedynkę?

Szczerze mówiąc, to właśnie na etacie w sklepie internetowym długo nie zabawiłam. Samotna matka + praca na etat + roczne dziecko, które chodzi do żłobka i cały czas choruje to nie jest dobre połączenie. Zimą zaczęłam znowu robić czapki i byłam bardzo zaskoczona, że ludzie w grudniu, styczniu kupują czapki na lato! 🙈

I wtedy nastąpił przełomowy moment, kiedy postawiłaś wszystko na jedna kartę?

W końcu miałam tyle zamówień, że znowu nie byłam w stanie połączyć czapek i pracy na etat. Musiałam zrezygnować z pracy i wtedy na 100 procent zaangażowałam się w firmę.

Zapytam wprost: miałaś wtedy z czego żyć? Nie bałaś się, że nagle zamówienia się skończą i zostaniesz z opłatami?


Spokojnie mogłam się utrzymać i zupełnie nie miałam w sobie strachu. Przede wszystkim na początku jest mały ZUS, a podatku jeśli nie zarabiasz – nie płacisz. W każdej chwili możesz zawiesić działalność. Inaczej jest w przypadku przedsiębiorców, którzy np. wynajmują lokal. Ja nie miałam żadnych dodatkowych opłat.

Ale potem drugi raz zawiesiłaś działalność, co się stało?

Drugi raz potrzebowałam oddechu i ludzi. Rozstałam się wtedy z mężem. Mieszkałam sama w Warszawie z dwójką dzieci. Znalazłam pracę w sklepie internetowym Vitkacu. To taki „dom handlowy” z markowymi ubraniami.

Co znowu wciągnęło Cię w PomPomCap?

Zatrudniając się w Vitkacu, wiedziałam, że to tylko okres przejściowy. To znowu była zima, dzieci chorowały i moja menagerka powiedziała, że z tego powodu nie przedłuży mi umowy, bo cały czas byłam na zwolnieniach lekarskich.🙈 Było mi przykro, bo polubiłam tę pracę i do dzisiaj przyjaźnię się z osobami z tamtego miejsca.

Powiedziałam sobie wtedy: „no i widzisz dziewczyno, samotnej matce dwójki dzieci tylko firma po drodze, a nie jakieś tam etaty”. Wróciłam nad Bałtyk, do Gdańska.

Na nowo musiałaś pracować nad pozyskaniem zamówień czy rynek o Tobie pamiętał?

Wiesz, nie rozkminiałam pod tym kątem, więc nie martwiłam się tym. Wtedy wystarczyło wrzucić post i pojawiała się sprzedaż. Stronę internetową miałam dość szybko, ale sprzedawałam też na showroomie.

Potrzeba specjalistycznej wiedzy do promocji konta i sprzedaży internetowej?

Wtedy nie wiedziałam, że to, że nie wrzucam postów przez kilka tygodni i nie ma ze mną kontaktu, ma później takie znaczenie w zasięgach. Zdecydowanie media społecznościowe mają rozbudowany system do promocji i trzeba mieć jakąś wiedzę, żeby go dobrze wykorzystać. Nie wystarczy kliknąć „sponsoruj”. Ja się na tym nie znam do końca, na szczęście mam od tego ludzi. No, jednego ludzia. 🙂

Jesteście patchworkową rodziną z Warszawy. To życie na pełnych obrotach. Jak radzicie sobie z organizacją czasu?

Dzień zaczynamy około 7.00-8.00. Organizacją obowiązków domowych, opieką nad dziećmi i ogólnie obowiązkami dzielimy się po równo. Ja np. robię śniadania, kolacje i między posiłkowe przekąski, a Artur obiady. Sprzątamy razem, z czego ja robię pranie i zmywanie, Artur wynosi śmieci, myje okna i takie tam inne porządkowe sprawy. 😉

Jeśli chodzi o pracę to każde z nas ma dla siebie 4 godziny dziennie. Od 2 do 4 godzin spędzamy wszyscy razem z dziećmi. Od 21.00 do 2.00 pracujemy razem.

Od początku narzuciliście sobie konkretny harmonogram dnia czy wyszło to naturalnie z biegiem czasu i wydarzeń?

Przed opracowaniem tego planu dnia bywało już naprawdę ciężko. Ostatecznie wychodziło, że każdy robi coś, a w końcu nic i pojawiała się lekka frustracja. Usiedliśmy któregoś dnia i w 2 minuty ustaliliśmy plan pracy. Takie sprawy, kto robi, jaki posiłek wyszły naturalnie. Nie mogło być inaczej – ja nie lubię gotować! 😄

Pytanie refleksyjne na koniec: zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego rynek „Cię łyknął”?


Zaoferowałam innowacyjny produkt, który pojawił się w momencie, kiedy było zapotrzebowanie na rękodzielnictwo i wyjątkowe produkty dla dzieci. I oczywiście chłonny rynek, który łyka mnie nadal, bo ciężko pracuje, jestem wytrwała i konsekwentna w działaniach.

A jakie są Twoje cele na przyszłość?

Wprowadzam nowe produkty co sezon. Z jednej strony mam potrzebę nowości, z drugiej u- moje klientki kupują co sezon nową czapkę. To już podchodzi pod kolekcjonowanie. 😃Natomiast nie podchodzę do tego restrykcyjnie. Jeśli w środku lata wpadnie mi jakiś pomysł z nowym wzorem czy kolorem to się nie krępuje i działam. Koszulki rzeczywiście zrobiłam, żeby zwiększyć sprzedaż. Dużo czasu zajęło mi uszycie idealnych, żeby np. nie ściągały się w praniu, bo tego nie cierpię! Ta przygoda z ubraniami to jest początek czegoś większego. Będę realizować marzenie o swojej kolekcji ubrań. 😁

Życzę Ci tego z całego serca! Dziękuję za inspirację!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

COŚ DLA CIEBIE