Instruktaż ściągania kataru chwytem anakondy

Okres chorobowy w pełni. 90% dzieci chodzi z katarem (badania statystyczne potwierdzone przez Instytut Matki Instagramowej), z czego połowa choruje nieprzerwanie od początku okresu jesienno-zimowego (czyli zasadniczo od pół roku). Rodzice otwierają w tym czasie

Okres chorobowy w pełni. 90% dzieci chodzi z katarem (badania statystyczne potwierdzone przez Instytut Matki Instagramowej), z czego połowa choruje nieprzerwanie od początku okresu jesienno-zimowego (czyli zasadniczo od pół roku). Rodzice otwierają w tym czasie małe manufaktury syropów z cebuli, wydają mini przepiśniki z kurkuminowymi napojami mocy, zdobywają magistra z alergologii i laryngologii, a jeszcze inni (tak jak ja) – trenują styl anakondy.

Ile prawdy jest w reklamie?

Bądźmy szczerzy, nie ma skutecznego sposobu na pozbycie się kataru. Swoje trzeba odchorować. Katar można przechorować z gilami cieknącymi pod nosem lub bez. I tu z pomocą przychodzi nam kultowy „katarek”. Przyznam, że zdjęcia uśmiechniętych mam i dzieci z „katarkiem” w ręku wywołują u mnie wewnętrzne rozbawienie, a na mojej twarzy maluje się uśmiech Grincha. I nie, nie dlatego, że im nie wierzę w ten bajkowy content. O co to, to nie! Przecież wysysanie wydzieliny nosowej gastroskopową rurką przy akompaniamencie wyjącego odkurzacza (i dziecka, nie oszukujmy się) może być niezłą rozrywką dla całej rodziny! Szczególnie, kiedy 5 dzień z rzędu jesteście w czterech ścianach skazani wyłącznie na swoje towarzystwo. W to nie ingeruje. Każdy bawi się, jak lubi. No moje dziecko akurat NIE lubi.

Ewolucja stylu anakondy

Ściągnięcie gilów, fluków, smarków (nazewnictwo tej wydzieliny jest tak bogate i twórcze, że jego etymologia mogłaby być osobnym tematem posta), jak to tam sobie nazywacie, zawsze było dla nas przykrym obowiązkiem. Od pierwszego kataru ustaliliśmy z K, że musi to być praca zespołowa. Z jakiej racji nasze dziecko ma mnie bardziej nienawidzić niż Jego?

Jak radziliśmy sobie na początku? Nie radziliśmy w ogóle. Po pierwszym czyszczeniu szukaliśmy elementów „katarka” po całym domu. Z tymi rurkami i końcówkami to jest jak ze skarpetkami po praniu – nie ma bata, żeby były w komplecie, kiedy ich na gwałt potrzebujesz. Dziecko zalane glutami po pas, a Ty szukasz na wkur*** pod łóżkiem, na szafie, w łazience. No nie ma bata, diabeł ogonem nakrył. No ale przyjmijmy scenariusz optymistyczny, ze jesteś super hiper zorganizowaną matką (albo po prostu masz łeb na karku, nie to co ja) i masz (ha! jakie to genialne w swojej prostocie!) futerał. U nas pewnie i ten futerał by zginął, oczywiście z całą zawartością.

W związku z ogólnym nieogarnięciem Niemężowi przypadło montowanie sprzętu, sterylizacja i kompletowanie rurek. Kiedy podłącza sprzęt do odkurzacza, dziecior od razu się krzywi. Skubaniec przeczuwa, co będzie się działo. Wtyczka w gniazdko, przycisk „on” i jazda z tematem! Na początku cha-cha, hi-hi; przystawiamy rureczkę do pulchnej nóżki i pulchnej rączki, do policzka; dziecko uchachane; w głowie dzwoni naiwne „pójdzie gładko! „. Ja trzymam ręce, K. trzyma nogi i rurę od odkurzacza. Przejmuję dowodzenie (rurkę do nosa w sensie). Co jak co, ale nikt mi tej przyjemności nie odbierze. Ściąganie glutów odkurzaczem jest tak satysfakcjonujące (dla oprawcy oczywista), jak dla niektórych wyciskanie pryszczy przed lustrem. Pamiętam, jak 7 lat temu razem z moją przyjaciółką próbowałyśmy ściągnąć fluki jej synkowi manualną fridą (taką „doustną”). Do dziś podziwiam ją za stalowe nerwy. Ja na sam widok i dźwięk (bo chyba dzwięk jest najbardziej obrzydliwy) wciąganego ustami powietrza, dostawałam odruchu wymiotnego.
Ale do brzegu. No więc ja z tą rurką i zabezpieczam ręce, a Niemąż blok na nogi i zabezpiecza rurę odkurzacza. Jedziemy z tym! O. A TU CO? Niespodzianka! Młody kręci głową lewo-prawo, wije się jak piskorz. Prędzej mu tą rurką gałkę oczną wykolę niż w dziurkę od nosa trafię. W wielkim krzyku, płaczu, pocie czoła (naszym i dziecka również) , ściągamy te gluty.  On zawsze po tej walce wygląda jakby znów poród przeszedł, jakby 14 h przeciskał się przez szyjkę macicy. Ale tak jak wspomniałam na początku – to było KIEDYŚ. Teraz jesteśmy PRO.

Team PRO, czyli Matka-dominatorka i Ojciec-konserwator

Teraz zakładam blok. Jestem jak zapaśnik i zawodnik MMA. Jestem anakondą. Oplatam Młodemu nogi wokół tułowia. Lewą ręką blokuję jego lewą rękę i podbródek i przytrzymuje giętką rurkę. Prawa blokuje prawą część ciała i prawy policzek i wysysam gluty. Swoją brodą robię też blok odgórny. Czy Go to boli? Nieee. To znaczy… wydaje mi się, że nie. Jest zrelaksowany, nie walczy. Wie, że nie ma szans z matką-dominatorem. No dobra trochę koloryzuję. Marudzi jak zwykle, ale przynajmniej eliminuję ryzyko, że któreś z nas trafi na ostry dyżur. Niemąż został zdeklasowany do roli konserwatora sprzętu. Od kiedy weszliśmy na level pro, nic już też nie ginie. No chyba, że Młody z premedytacją wciśnie sprzęt do szuflady z majtkami albo w szczelinę za pralką. Ile zajęło nam wejście na szczyt? Całe 12 miesięcy. Także matko i ojcze, jeśli ściąganie glutów to dla Twojej rodziny trening Krav Maga, a Twoje dziecko nie jest tak szczęśliwe przy tym, jak dziecko (insta)koleżanki, to nic. Jeszcze się taki nie urodził, co by ogarnął od razu te wszystkie dzieciowe sprzęty. Keep calm and do your own anakonda stajl!

4 thoughts on “Instruktaż ściągania kataru chwytem anakondy

  1. Autentycznie,popłakałam się ze śmiechu!!!
    U nas wyglada to tak,że ja od wielu lat stosuje anakondę i tocze walkę walkę z ofiarą,a ojciec bierze na kolana,trzyma sama głowę jedna ręka i druga sobie sciaga. Nie wiem jak to robi. Nie ogarniam ale siedzą. Może naciska im na tych głowach jakieś magiczne,ukryte punkty :/
    Tak czy siak! Brawo! To chyba najdłuższy tekst jaki czytałam o glutach i zamiast czuć obrzydzenie,śmiałam się w głos!
    Gratuluje!

    1. Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy, że nie tylko my tacy porypani jesteśmy. 🤣 A co do chwytu męża, to tak – to musi być chwyt Bruce lee, na bank😆

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

COŚ DLA CIEBIE