#matkanapetardzie, czyli historia marki szalonej Anki i jej 100 kg szczęścia

Dziś rozmawiam z Anią. Założycielką marki Skumajto. Kobietą, która postawiła w swoim domu 100 kg laser i sama nauczyła się go obsługiwać. Prywatnie mama dwóch szkrabów, które zainspirowały ją do stworzenia drewnianych układanek i pomocy

Dziś rozmawiam z Anią. Założycielką marki Skumajto. Kobietą, która postawiła w swoim domu 100 kg laser i sama nauczyła się go obsługiwać. Prywatnie mama dwóch szkrabów, które zainspirowały ją do stworzenia drewnianych układanek i pomocy naukowych, wspierających rozwój dziecka. O tym, jak to jest postawić wszystko na jedną kartę i dlaczego warto słuchać intuicji, opowie Wam Ania. Kobieta rakieta, #matkanapetardzie!

Właśnie skończyłam przeglądać stronę Skumajto.pl. Wow! Jestem pod wrażeniem ilości produktów! Jeszcze powiedz, że zajmujesz się wszystkim sama.

Tak, działam w pojedynkę. 😀 Często pomaga mi mąż. Także można powiedzieć, że mam wspólnika.

Jest Twoją trzecią ręką?

Tak. Oprócz prowadzenia własnej firmy, wieczorami szlifuje moje układanki. 🙈 Ja je projektuję, a laser wycina. Później je kleimy, szlifujemy i malujemy kolorowe elementy.

Skąd czerpiesz pomysły? Wiem, że jesteś mamą i pewnie dzieci były inspiracją, ale na jakim etapie macierzyństwa wpadłaś na pomysł, żeby tworzyć pomoce naukowe?

Pracowałam w laboratorium i praca dawała mi na początku dużo satysfakcji. Z czasem jednak pojawiła się rutyna i brak możliwości rozwoju. Już wtedy wiedziałam, że nie chcę tak żyć, że to nie ma sensu. Codzienność skutecznie zabijała we mnie marzenia i chęć do działania.

Kiedy zaszłam w pierwszą ciążę nastąpił przełom – pewnie tak jak w życiu każdej mamy. Synek wywrócił mój świat do góry nogami, całkowicie zmieniły się moje priorytety i zaczęłam inaczej patrzeć na świat. Wtedy zaczęły się problemy z rozwojem synka. Brak mowy okazał się afazją, a mój świat rozpadł się na kawałeczki. Byłam wtedy w drugiej ciąży, która okazała się być ciążą zagrożoną i próbowałam jakoś ogarnąć otaczający mnie świat. Zaczęłam intensywną terapię z synkiem, przeczytałam masę książek na ten temat i poświęciłam się temu w całości.

Nasz dzień to była terapia i nauka przez zabawę, która przynosiła niesamowite efekty! Tworzyłam wiele pomocy, które pomagały nam w terapii. Wycinałam je w kartonie, malowałam i tworzyłam wszystko, co mogłoby pomóc w rozwoju mowy dziecka. Na rynku jest masa wspaniałych pomocy logopedycznych, jednak ja szukałam czegoś innego, czegoś trwałego, ekologicznego, bez plastiku i dźwięku, szukałam czegoś wyjątkowego. I wtedy pojawiła się myśl, że może zamiast wycinać z kartonu, wytnę to w drewnie! Nie miałam o niczym pojęcia, jak to zrobić, jakie maszyny są potrzebne i jak się do tego zabrać…

Wtedy równolegle pracowałaś na etacie?

Przyszedł moment (zakończenie kontraktu), kiedy musiałam zrobić porządek ze swoją karierą zawodową. I wtedy właśnie postawiłam wszystko na jedną kartę i postanowiłam rozkręcić swój biznes.

Od początku byłaś pewna, że podjęłaś słuszną decyzję?

Były oczywiście momenty zwątpienia. Słysząc od innych, że jestem głupia i nieodpowiedzialna. Jak dorosła kobieta, matka dwójki dzieci z kredytem na karku może zrezygnować z pracy… Ale ja wiedziałam, że muszę to zrobić, że muszę wierzyć w swoje przeczucie i w swoje marzenia, muszę wierzyć w siebie!

Od czego zaczęłaś realizację planów?

Nie przedłużyłam umowy i zarejestrowałam się w urzędzie dla osób bezrobotnych. Była to jedyna droga, ponieważ nie dysponowałam żadną kwotą na start, a do kupienia był bardzo drogi sprzęt. Złożyłam wniosek w urzędzie na dofinansowanie rozpoczęcia działalności. Potem oczekiwałam na decyzję. Te trzy miesiące to była prawdziwa emocjonalna karuzela. W jednym momencie bałam się bardzo tego czy się uda, czy pomysł będzie dobry, czy będą klienci. Za chwilę wracała ta siła i chęć zrobienia czegoś wielkiego, czegoś, co będzie tylko moje od początku do końca – czegoś nad czym tylko ja będę umiała zapanować – czegoś, co da mi poczucie spełnienia.

Jak przygotowywałaś się przez te 3 miesiące? Projektowałaś? Przeprowadzałaś badania rynku?

W tym czasie uczyłam się programu graficznego, organizowałam chłopakom przedszkole i projektowałam układanki. Przerobiłam sporo szkoleń on-line i przeczytałam kilka książek o biznesie. Ale też badałam rynek, rozmawiałam z ludźmi, żeby to wszystko umieścić w biznesplanie.

Teraz uważasz, że ta wiedzą teoretyczna sprawdziła się w praktyce?

O tak, bardzo się sprawdza. Z perspektywy czasu widzę, że źle to wszystko zaczęłam. Robiłam milion błędów po drodze, ale na szczęście, na tych błędach się uczyłam. Wszystko przychodzi z czasem. Samo postawienie sklepu internetowego, prowadzenie konta na instagramie, fb. To było wielkie wyzwanie.

Nie wspomnę o tym, że do domu wjechała mi 100 kg maszyna, o której działaniu nie miałam pojęcia. Uczyłam się jej przez ok. 2 miesiące zanim powstała 1 układanka 🙈 Miałam dobry pomysł, ale kompletnie nie przygotowałam się na jego realizację i to mnie zgubiło na początku. Ale jakoś małymi kroczkami doszłam do wszystkiego. Trochę pomogli znajomi, mąż i udało się.

Teraz im więcej czytam książek o biznesie, im więcej słucham podcastów itp., tym bardziej rozumiem o co tu chodzi i jak to wszystko działa. 😊

Masz jakiś ulubiony cytat, który pcha Cię do przodu?

Tak. To cytat Oli Budzyńskiej – Pani Swojego Czasu – „zrobione jest lepsze od doskonałego”. I tego się trzymam na codzień, małymi kroczkami, po kawałeczku, ale do przodu 😊

A wróćmy jeszcze do tych niedowiarków… Kto był po Twojej stronie?

Murem stał za mną mąż. Rodzina niby kibicowała, ale bali się, że mi się nie uda, znajomi reagowali bardzo różnie i w sumie dzięki temu pozbyłam się kilku niepotrzebnych. 😉 Usłyszałam kiedyś, że jestem bardzo niedojrzała i nieodpowiedzialna, że przecież jestem matką, mam dwoje dzieci i kredyt, dobrą pracę i jak w takiej sytuacji można zmieniać swoje życie? I to jeszcze na co, na własny biznes, który i tak nie wypali? Na ostro…Miałam chwile zwątpienia, ale wtedy przychodził mąż i dawał mi kopa w tyłek 😉


Pamiętam, jak to wszystko ruszyło i przyszła maszyna. Minęło kilka dni, kiedy próbowałam coś robić i nic mi nie wychodziło. Wtedy wracały do mnie te przykre słowa. Przepłakałam kilka nocy. Nie powiem, że było łatwo, ale z perspektywy czasu jestem z siebie cholernie dumna, że się nie poddałam i że mogę teraz spełniać swoje marzenia.

Też jestem z Ciebie dumna!

Dzięki. ☺

Pamiętasz ten dzień, kiedy sprzedał się pierwszy produkt? Zdarzyły się jakieś niewypały po drodze?

Miałam 3 produkty, kiedy ruszył sklep i przez miesiąc nikt ich nie kupił 😅. Sprzedaż ruszyła, kiedy stworzyłam mój układ słoneczny z ręcznie malowanymi planetami i okazał się strzałem w dziesiątkę, takim zapalnikiem. Pamiętam bardzo dokładnie – to było wczesne lato, było bardzo ciepło, jak wybiegłam z domu, wrzeszcząc i płacząc: „jeeest, mamyyy to, ktoś kupił kosmos 😅 „. A potem ruszyło z kopyta! 😊

Układanka kosmos

Ten kosmos też przykuł moją uwagę! Piosenka Cezika w Układzie Słonecznym to pierwsza ulubiona piosenka mojego synka. Mam sentyment do ciał niebieskich. 🙂

Ooo tak! U nas też jest wielkim hitem. 😁

Teraz masz bardzo szeroką ofertę. Chyba dla każdej grupy wiekowej się coś znajdzie?

Tak, jest coś dla najmłodszych i dla dzieci szkolnych, ale najwięcej można znaleźć dla dzieci 3-6 lat. W tym przedziale wiekowym jest w czym wybierać. 😉

Potrafisz już przewidzieć, co się sprzeda a co nie?

Raczej tak, chociaż czasami klienci potrafią mnie zaskoczyć. Mam w swoim zeszycie sporo projektów, które nie doczekają się realizacji, bo z perspektywy czasu wiem, że nie będą się sprzedawać. Także chyba można powiedzieć, że po tych kilkunastu miesiącach wiem, czego moi klienci oczekują i to robię. 😊

Myślisz o tym, co będzie za rok? Stawiasz sobie konkretne cele? Nie pytam w kontekście obecnej sytuacji…chociaż ona na pewno odciska piętno.

Jasne, że myślę! Mam nawet rozpisane swoje cele na najbliższy rok, choć tak jak piszesz – obecna sytuacja trochę moje plany zmieniła. Mam cele mniejsze, takie dzięki którym dojdę do celu głównego. I tak sobie pomalutku odhaczam te moje kroczki. Mam sporo do zrobienia i mam nadzieję, że zawsze będę miała coś, nad czym muszę pracować. Nie wyobrażam sobie, żebym dotarła do momentu, gdzie nie mam już nic do zrobienia. Uwielbiam stawiać sobie nowe cele i wyzwania. Do niektórych skrzętnie się przygotowuje, ale wiele jest takich, które robię bardzo spontanicznie, bez przemyślenia. Okazują się strzałem w dziesiątkę albo kompletnym niewypałem, ale to jest w tym wszystkim fajne. To, że to moje decyzje i moje konsekwencje, to ja decyduję o wszystkim!

I jeszcze jedno pytanie na koniec… Chyba wszystkie mamy na nie czekają. 😊 Jak godzisz rozwijanie firmy z opieką nad dziećmi?

Ahhh…🙈 To było i jest ogromne wyzwanie. Mój mąż ma firmę budowlaną i pracuje do wieczora poza domem, więc wszystko spada na mnie. Odwoziłam rano dzieci do przedszkola, wracałam, siadałam do pracy i ok.15.00 musiałam po nich jechać. Mieszkamy na wsi, więc to wyprawa na ok. 18km w jedną stronę. Dzieciaki często chorują… Zresztą każda mama zna ten problem. Do przedszkola chodziły bardzo wybiórczo 😉. Często pracuję nocami, albo wstaje o 4.00 i pakuję paczki. Teraz, kiedy już ponad miesiąc siedzimy w domu, działam podobnie. Wieczorami, nocami i w weekendy często jestem rozdrażniona i zmęczona, ale wiem, że to minie. Teraz każdy ma ciężko.

Wiem, że przyjdzie czas, że chłopaki się „wychorują” będą umieli zając się chwilę sobą, a ja ułożę sobie to wszystko i będzie dobrze. Nie przeszkadza mi to jakoś strasznie, bo nawet kiedy jestem taka zmęczona i niewyspana to wiem, że robię w życiu to, co kocham! Warto jest walczyć o siebie i o swoje marzenia, nawet jeśli inni krzyczą, że to się nie uda, nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz. Ja jestem teraz najbardziej spełnioną mamą, żoną i kobietą i po raz pierwszy w życiu czuję, że jestem we właściwym miejscu. ❤️

Aniu, dziękuję za rozmowę.

Zajrzyjcie koniecznie do sklepu www.skumajto.pl i profil Ani na Instagramie @skumajto.pl !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

COŚ DLA CIEBIE