Wnętrzarskie porażki (kiedy mieszkasz z dzieckiem)

Odnoszę wrażenie, że dzielimy się na tych, co przed kupnem domu (mniejsza z tym czy to mieszkanie czy dom wolno stojący) mają zaplanowane wszystko w najmniejszym szczególe i na takich, co idą na żywioł. U

Odnoszę wrażenie, że dzielimy się na tych, co przed kupnem domu (mniejsza z tym czy to mieszkanie czy dom wolno stojący) mają zaplanowane wszystko w najmniejszym szczególe i na takich, co idą na żywioł. U tych pierwszych ściany jeszcze nie postawione, a już w koszyku Ikea lista zakupów na 5000 zł, w pinterest utworzone tablice z tematycznymi inspiracjami, a w paincie powklejane printscreeny mebli, faktur i kolorów. I niech ktoś (czyt. Mąż Hipoteczny) spróbuje rzucić w odpowiedzi na Twoją wizję „ale to niepraktyczne” albo, co gorsze, „tego nie da się zrobić” – w głowie od razu zapala się czerwona lampka: trzeba będzie tego gada wieczorem zbałamucić.

Druga grupa idzie całą rodziną do Leroy, Obi czy innego marketu budowlanego i w imię zasady „a niech będzie!” wybierają na spontanie to, czy tamto. Mało istotne czy ta zielona kanapa pasuje do niebieskiej ściany – ważne, że „mnie się podoba”. I wiecie co? Takim szaleńcom często się udaje! Na pozór szalona wizja, całkiem nieźle się komponuje 🙂 Znam i takich hardcorów, którym kolor ścian do salonu wybierał dwulatek (pozdrawiam Cię, Siostro! ).

Drugi podział ludzików jest bardziej oczywisty: dzietni i bezdzietni. Na najbardziej straconej pozycji są Ci bezdzietni, którzy w trakcie układania paneli, stają się dzietnymi. Wiem, co mówię bo mówię o sobie (choć podejrzewam, że nie każdy był taki naiwny jak ja 🤣). Jaszka, na etapie planowania, starsi stażem znajomi (i moja matka…) przestrzegali przed ciemną podłogą i białymi meblami, ale kto by o tym myślał na etapie realizacji marzeń o wnętrzu z katalogu? Nie zliczę na palcach jednej ręki, ile razy w ciągu ostatniego roku słyszałam „A NIE MÓWIŁAM?!”. No mówiłaś, mówiłaś i ja też teraz powiem Wam, że (!) :

Lustrzane kafle

Lustrzane kafle na podłodze – bez względu na kolor, jest to wersja kafli dla sadomasochistów. Ta adrenalinka, kiedy zdrapując nożykiem przyschniętego banana, jogurt, tudzież zmemłaną bułkę, modlisz się w duchu, żeby nie porysować powierzchni. Ja już wiem, sorry, lustra to sobie można wieszać wysoko w łazience, a nie na poziomie tłustych rączek. Już nie wspomnę o bezpieczeństwie, bo takie kafle to taniec na lodzie dla biegającego wte i wewte (serio, tak to się pisze 🤣) dziecka.

Białe meble kuchenne ze żłobieniami.

Mam chyba jeden z najpopularniejszych frontów Ikea – savedal. I powiem krótko: jeśli nie zależy Ci na symulacji życia w pierdlu – daruj sobie. Jedyną opcją, żeby doczyścić te wszystkie ranciki z resztek jedzenia, to jazda na kolanach ze szczoteczką do zębów. I wiecie co? Zawsze byłam przeciwna frontom na wysoki połysk ze względu na „opalcowanie”, ale analizując głębiej (bo szorując mam duuuużo czasu na przemyślenia), to stwierdzam jednak, że z matowych mebli chyba ciężej schodzą przebarwienia, np. od marchewki niż z takich z poślizgiem. Jak sądzicie?

Szklane stoliki kawowe

Zasadniczo nie tylko szklane, ale generalnie co ładniejsze i droższe – schowaj na strych, do garażu. Gdziekolwiek! Przynajmniej na najbliższe 3 lata. Serio, to najlepsza trasa rajdowa dla autek. Dwa, jeśli nie masz zamiaru stylem montessoriańskim pielęgnować w dziecku zamiłowania do operowania dłutem (tzn. Długopisem) w drewnie, to oszczędź sobie nerwów i postaw tymczasowo najtańszy Lack z Ikea. Obskubywanie politury stanie się najbardziej zajmującym zajęciem.

Archiwum rodzinne: ściany jeszcze nie pomalowane, ale jest podjarka nowym blatem,
2 dni później dowiedziałam się że jestem w ciąży. 😉

Piekarnik „na dole”.

Ej, naprawdę nie wiem, kiedy to się stało, na jakim etapie planowania kuchni (i dlaczego?!?!), zrezygnowaliśmy z piekarnika „na wysokości oczu”. A potem, grzeznąć głębiej w tym g******, kupiliśmy piekarnik bez zabezpieczeń przed dziećmi. What the fuck?! Ktoś mi na mózgu wtedy usiadł, czy jak?! To była najdurniejsza rzecz, jaką zrobiliśmy. Od kiedy Oli stoi, ja nie robię nic innego w kuchni, jak tylko odganiam go od pokręteł piekarnika. Czekam z niecierpliwością, kiedy od tej zabawy w didżejkę siądzie nam w nim elektryka.

Kanapa bez zdejmowanego pokrycia.

Wierzycie w działanie tych wszystkich pianek do czyszczenia tapicerki? Nie wierzcie! No chyba, że naprawdę macie do polecenia coś genialnego, to już nastawiam ucho! A nawet dwa! Mówią, że człowiek uczy się na błędach, ale nie – są naprawdę oporne egzemplarze (mua) . Mamy na swoim koncie 3 siedziska:

  1. „Designerska”welurowa sofa na nóżkach -sprzedana po roku, bo siedziało się na niej tak wygodnie, jak w poczekalni gabinetu dentystycznego
  2. Narożnik salonowy – ufajdolony czekoladą, kawą, masłem (w posiadaniu)
  3. Narożnik w pokoju gościnnym o roboczej nazwie „tym razem będziemy dbać, żeby nie pobrudzić” – w plamach po mleku z cyca matki.

Dziękuję. Do widzenia. 🤣

Ciemna podłoga.

Znacie to? Przed kupnem: ” No co Ty, nie będzie brudna, przecież będę sprzątać!” Po urodzeniu dziecka: ” Oj boże, to zasuń zasłony! Nie będzie widać w cieniu”. Także ten… Póki się nie lepi – jest ok. 🤣 W tym przypadku mieliśmy to szczęście w nieszczęściu, że ze względu na ograniczenia czasowe i finansowe, 2 pokoje na górze robiliśmy w odstępie czasowym. Tam podłoga była wybierana wg kategorii „spoko kolor, bo nie widać brudu”.

Dekoracje podłogowe.

Grupa o szerokim zakresie, bo mamy tu donice z kwiatami, stojące lustra, lampiony i świeczniki, lampy stojące. Generalnie wszystko to, co ładnie wygląda na zdjęciu i nadaje wnętrzu „tego czegoś” to przyczyna nerwicy i bólów krzyżowych matki.

Biała cegiełka na ścianie.

Po pierwsze: biała to ona jest już tylko z nazwy; po drugie: „na ścianie” to pojęcie względne. 🤣 Fuga spomiędzy tych cegiełek znajduje się dosłownie wszędzie w promieniu 1 m od ściany. I nie dlatego, że licha – nie, nie! Pracochłonne wyskubywanie mikrokamyczków z jej struktury to ulubione zajęcie z czasów raczkowania mojego dziecka. Teraz na szczęście ma lepsze zajęcia do roboty. Czekam jednak z zapartym tchem, kiedy dorośnie do pomysłu przemalowania kredkami cegiełek na inny kolor.

Tam sosik, tu dziureczka.

Ok, to MOJE największe zmory, które teraz (w czasie kwarantanny) nabierają nowego znaczenia. 🤣 Jestem pewna, że nie wyczerpałam tematu i każdy z Was ma jakieś wnętrzarskie smaczki. Jak jest u Was? 😃 Dawajcie, pośmiejemy się!

2 thoughts on “Wnętrzarskie porażki (kiedy mieszkasz z dzieckiem)

  1. Oj tak, dużo prawdy w poście. Śmiać mi się chce bo kiedy budowaliśmy dom o ciąży nie wiedziałam i nie planowałam przez najbliższe 3 lata… Ta, 4 msce po 2 kreski na teście i pierwsza myśl: kur*** no to z mojego pokoju na pranie, prasowanie nici, a zamiast zajmować się wystrojem wnętrz…ciuszki, wózek, łóżeczko. … (oczywiście okazało się że nie taki diabeł straszny) ale w projekcie domu jak i wnętrz nie brałam pod uwagę tego że będzie albo że muszę liczyć się z dzieckiem . Zdecydowanie zaliczam się do grupy pierwszej. tak ma być i koniec.
    Jeśli chodzi o matowe meble a tym bardziej w satynie polecam naprawdę każdemu:
    tłuszcz, marchew, mleko, jogurty… Ściereczka woda z płynem 3 sekundy i nic nie ma. Jeśli chodzi o stolik to właśnie mam ten z IKEI i tu nie wymienialiśmy Bo raz nie znalazłam takiego jaki mi się podoba a dwa dziękuję że nie znalazłam, bo stolik to najbardziej użytkowa rzecz przez dzieciaki. Zocha robi z nim takie rzeczy że nie wiem co by było gdyby był jakiś szklany ogólnie nie polecam! Piekarnik na szczęście mam wysoko bo tak zawsze chciałam, pokrowce z wypierdzianej kanapy zdejmowane 🙏 kafle szare A’la beton matowe więc na szczęście większe rzeczy nie rzucają się w oczy. Moja zmora to były szuflady w kuchni mimo że długie i ciężkie.. No problem. Oj działo się. I regały na wyspie które są puste bo co bym tam nie włożyła to jest to traktowane jako zabawka… Niszczone. Oczywiście kwiaty w donicach wszędzie mam więc zmora i do dziś. Często mam piaskownicę ziemna w domu. Cóż cieszę się że nie mam firan zasłon teraz bo tego bym nie zniosła choć chce chciałabym, Walczę o to, ale mój partner mówi stanowcze nie, że nie po to ma okna na 3m żeby jakas ściera zasłaniała mu las 👊 spoko, wystrój wnętrz w małym paluszku ma. Ale będę walczyć dalej o te karnisze. I brak dywanów też uważam w tym momencie za zaletę raz ogrzewanie podłogowe więc nie za bardzo…a dwa pies plus Zośka i jej pomysły dostałabym gorszej nerwicy. Ale u niej w pokoju kiedyś kupię. Jak już będzie mieć łóżko ale to jeszcze czas z tym. Prawdę mówiąc u mnie to prócz okien których już nie myje bo nie ma sensu, stolika który przechodzi katorgi i kwiatków do których dokładam ziemię co chwilę i tych regałów pustych to w miarę jest ok. Aaaaaa! Nie no, zapomniałam, tak listwy przypodłogowe mam zajechane porysowane i rogi… Masakra, wózkiem, chodzikiem, zabawkami, rowerkiem wszystko zajechane! A i drzwi zajechane oliwką której nie mogę usunąć niczym no i ściany też niestety ale cóż… Kolejne malowanie i poprawki jak Zocha skończy 5 lat 🙈 na razie nie ruszam nic – niech się zużywa. A meble miałam wcześniej fronty od kuchni jak ty… I często zostawały przebarwienia na nich nawet od buraka jak chlapnął i to była katorga… Ale miałam sposób i miksturę. Próbowałas octu z wodą i kropla płynu do naczyń? To na codzień, ja używam do dziś. A na przebarwienia CIF lub sodą oczyszczona z octem to mi do dziś ta soda życie ratuje. Podsumowując nie wiem czy można cokolwiek zaplanować lub zmienić przy małych brzdącach, bo one znajdą sposób na wszystko, naprawdę na wszystko. Świetny post. Pozdrawiam

    1. Ten komentarz to taki post w poście! Cudownie się go czytalo 🙂 Z tym octem j płynem muszę koniecznie wyprobowac! I również nie splamilabym pięknych okien zasłonami!

Pozostaw odpowiedź asiek_199_ Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

COŚ DLA CIEBIE